Wstęp

Jak tylko sięgam pamięcią, zawsze lubiłem coś kolekcjonować, zbierać, układać, grupować....były to m.in. puszki po piwie, pudełka po papierosach, po czekoladach, znaczki, monety, serie komiksów, modele aut, kolejki elektryczne...a były to czasy epoki PRL. Część z tych "kolekcji" została mi do dziś. Niestety nie wszystko wtedy mogłem/udało mi się zebrać. A to dlatego, że nie miałem tyle funduszy albo po prostu nie mogłem tego dostać...takie to były czasy...dziwne a ciekawe.

Pewnie dlatego zajmuję się tym czym się zajmuję...może żeby nadrobić to czego nie udało mi się dokończyć wtedy...a może po prostu jest to kontynuacja. Zmieniłem tylko obiekty i formę...

Przyznam się, że od jakiegoś czasu przymierzałem się do opisania tego wszystkiego co udało mi się uratować, chciałem stworzyć typową stronę internetową ale forma bloga chyba się do tego bardziej nadaje.

Dużo z tych prac już oczywiście jest zrobionych więc to będzie wspomnienie ich restauracji, nie zawsze miałem możliwość wykonania dobrego jakościowo zdjęcia (wykonano telefonem) ale lepsze to niż nic.

Zapraszam zatem do śledzenia moich amatorskich prac renowacyjnych...


niedziela, 5 kwietnia 2015

Stara czerwona skrzynia

Pewien mój znajomy z pracy odziedziczył po swojej ciotce stary dom. Niestety zupełnie nie przywiązywał wagi do wartości znajdujących się tam przedmiotów. Co tu dużo mówić, sporo z tych rzeczy spłonęło w piecu np. książki, drewniane meble, krzesła itp. Stare piece kaflowe rozebrał, porozbijał kafle co się dało wywalił resztę zakopał we własnym ogrodzie...masakra. Wiedząc o tym zaproponowałem mu, że przyjadę do niego i może coś uratuję (czytaj kupię) z tego co zostało. Nie było to łatwe ale w końcu tam przyjechałem. Aż serce mnie bolało jak to wszystko oglądałem...
Jedną z tych przedmiotów była stara skrzynia drewniana znaleziona w piwnicy. Niestety była w fatalnym stanie..jeden grzyb, zawilgocona i zniszczona.
Mimo to postanowiłem ją uratować.
W pierwszej kolejności ja umyłem, a potem długo suszyłem na powietrzu aby pozbyć się zapachu stęchlizny.
Po konsultacji ze znajomym stolarzem wyszło,że właściwie musiałbym większość elementów wymienić na nowe. A przecież nie o to mi chodziło. Dlatego usunąłem tylko te części które naprawdę były próchnem, a resztę postanowiłem powolutku dorabiać.

 Tu element który w całości wyrzuciłem i zastąpiłem nowym.
Najpierw wyrównałem postrzępione krawędzie skrzyni i dokleiłem kawałek nowego elementu.
Pozostałe zniszczone części skrzyni starałem się posklejać ewentualnie zbić gwoździami lub poskręcać wtrętami (w zależności od stanu materiału). Zależało mi na zachowaniu jak największej ilości oryginalnego drewna.
Resztę ubytków wypełniłem masą szpachlową i krok po kroku szlifowałem aby uzyskać jednolitą powierzchnię.
Przyznam się, że trwało to dosyć długo (ponad 1 miesiąc) zanim uzyskałem zadowalający efekt. W niektórych miejscach spora ilość szpachli powodowała częste kruszenie się.
W końcu po wielu szlifowaniach i naprawach skrzynia była gotowa. Na początku chciałem zeszlifować lub opalić opalarką starą farbę jednak ze względu na wiek i trudności z dojściem do wszystkich krawędzi postanowiłem pomalować ją na podobny kolor. Również po to aby ukryć naprawy.
Kolor na początku nie podobał mi się jednak po zakończeniu prać malarskich stwierdziłem, że nie jest tak źle. W środku zachowałem nie pomalowane drewno tylko pokryłem je zabezpieczającym lakierem bezbarwnym.
Ponieważ spód wyglądał szpetnie był dorabiany więc widać było różnice w odcieniach drewna pomalowałem go lakierobejcą w kolorze piniowym.
Pobawiłem się w szczegóły malując krawędzie na czerwono i dorobiłem łańcuchy ograniczające otwieranie pokrywy. Wyszło fajnie...



 

 


sobota, 4 kwietnia 2015

Zabawka dla kota

Ami moja kotka dziś jest już bardzo dojrzałą kotką i nie w głowie jej zabawy na jakimś tam wynalazku...jednakowoż stwierdziłem, że muszę jej takowy zbudować..
Jak zwykle miałem sporo zbędnych elementów do budowy domka/zabawki dla kota.Między innymi kilka paneli na podstawie drewnianej, resztki płyty OSB, jakieś kołki i słupki drewniane...
Najpierw zbudowałem podstawę z paneli a na niej nadbudowałem kolejne piętra. Schodki ze słupków, a dziuple z płyty OSB..
Całość była bardzo stabilna ale co za tym idzie dosyć ciężka...
Zapomniałem dodać, że wcześniej byłem w posiadaniu kupnej zabawki dla małego kotka i postanowiłem ja wykorzystać i zamontować razem...
Po zakończeniu pracy okazało się, że konstrukcje jest na tyle masywna i ciężka, że musi ją dźwigać dwóch facetów:)
Ja byłem z mojego dzieła bardzo zadowolony...jednakowoż kotka chyba była innego zdania...bo zupełnie nie doceniała mojej pracy i nie była zainteresowana zabawą na niej...:(
Ponieważ zabawka/domek zajmowała połowę pokoju, a kotka nie chciała jej używać, po jakimś czasie podarowałem ją znajomej której kotki siedzą cały dzień w domu ( moja hasa po dworze) i były wniebowzięte i od razu zaczęły zabawę...
No cóż niech Ami żałuje..

p.s.
Od pół roku mam drugą mała kotkę Miję...ta może by doceniła moją pracę...ale chyba nie będę już budował jej nowej zabawki.





Stolik pod komputer

Od pewnego czasu zaistniała potrzeba zbudowania stolika komputerowego. Oczywiście znając moje kochane dzieci...stolik musiał posiadać nadprzyrodzone możliwości jeśli chodzi o wytrzymałość...
Dlatego nie wchodziło w rachubę zakupienie gotowego ze sklepu:)
Akurat dostałem od kogoś fajne dwie małe palety o bardzo ładnych deskach jeszcze z jakąś pieczęcią..super.
W związku z tym rozebrałem ją i na tych samych poprzecznych belkach tylko dokładniej zbiłem od nowa. Jedna paleta na górze a druga na dole..
Oczywiście wynalazłem cztery fajne nogi, a pod spodem każdej palety dałem poprzeczkę usztywniającą.
Tutaj tego nie widać, ale miałem z tym pewien problem. Kiedy usztywniłem górny blat i zamontowałem półkę pod klawiaturę okazało się że klawiatura haczy o nią i musiałem opuścić półkę niżej..a zależało mi na zachowaniu zalecanych wysokości..
Pod spodem zamontowałem cztery kółka i całość dwukrotnie polakierowałem lakierem połmatem...
Całość wyszła w miarę fajnie i służy do dziś..

P.S. Tak właśnie stwierdziłem, że ostatnio pisałem równo rok temu...buuuu
No cóż wiele się w tym czasie wydarzyło rzecz dobrych i niestety złych...:(
Jakoś trudno mi się było zabrać za pisanie....

Pozdrawiam wszystkich i życzę Wesołych Świąt Wielkanocnych!!!!





poniedziałek, 8 kwietnia 2013

stolik kawowy

  Moja dwójka synów w wieku wczesnoszkolnym upodobała sobie nasz stolik przy kanapie jako miejsce do zabawy na którym mozna leżeć, siedziec a nawet stać...
 No cóż, pomimo, że stolik był z IKEA nie wytrzymał w końcu takich działań i pewnego dnia po prostu się złamał na pół...I tak podziwiałem go że tyle czasu przetrwał....bo okazało się, że blat mimo że dosyć gruby w środku był pusty wypełniony tylko pofalowanym kartonem...

Jak to mówią..."potrzeba matką wynalazków"...co prawda nie wynalazłem nic nowego jednak sytuacja ta spowodowała potrzebę zbudowania nowego, super mocnego stolika...

Oczywiście zgodnie z moją "filozofią" postanowiłem zrobić go z dostępnych mi materiałów...



Nogi postanowiłem zbudować z belek o przekroju kwadratowym 10x10, które posiadałem jako pozostałość po budowie domu


Przeciąłem ja na pile tarczowej na długość 50 cm aby stolik nie był za wysoki. Ponieważ belki były nie obrobione i lekko skręcone w zaprzyjaźnionej stolarni dokonałem ich obróbki...

 

Blat stołu zdecydowałem zrobić z resztek poprzecznych belek stropowych poddasza o grubości 5 cm.


Jako, że posiadałem 2 odcinki belek na blat o różnej długości, obliczyłem, że więcej blatu zrobię przecinając je na krótsze odcinki i sklejając je w ułożeniu jak widać na zdjęciu poniżej



Niestety belki te nie były zbyt równe, a szlifowanie ich tarczkami ściernymi nie dało by oczekiwanego efektu gładkiego blatu. W związku z tym dałem je do sklejenia i oszlifowania koledze który posiada odpowiedni sprzęt i doświadczenie. Wyszło naprawdę ładnie..


Po zamontowaniu nóg do stołu, usztywniłem i wzmocniłem od spodu dodatkowo łatami łącząc je do blatu śrubami i do nóg blaszkami. Śruby nawierciłem w ten sposób, że schowały się w łacie...


Całość pomalowałem kilku krotnie lakierem bezbarwnym półmatowy ...
Blat stolika ma wymiar 58cm x 84cm. Stolik wygląda ciekawie ale najważniejsze, że jest bardzo wytrzymały na każde obciążenie...:)

  

Po ponad roku zauważyłem, że belki na blacie lekko się prężą i nastapiło delikatne pofalowanie powierzchni blatu...
Nie przeszkadza to oczywiście w użytkowaniu...może nawet dodaje uroku...widać, że stolik jest wykonany z naturalnego drewna...ale fakt jest faktem.
Zastanawiam się nad jego delikatnym oszlifowaniem i wyrównaniem...

niedziela, 7 kwietnia 2013

palikowy stoliczek


 Jakiś czas temu byłem w restauracji i tam zobaczyłem takie oto oryginalne siedziska/ stoliczki:



Natchnęły mnie i postanowiłem zrobić coś podobnego z dostępnych mi materiałów. Miałem takie paliki, które pierwotnie były kołkami w płotku ogrodowym, i postanowiłem je wykorzystać.


Największy problem był  z połączeniem poszczególnych kołków. Rozwiązałem to w następujący sposób: najpierw połączyłem je w pary, łącząc je za pomocą gwoździ zaostrzonych z dwu stron, dla wzmocnienia tego mocowania dodałem pomiędzy nie trochę kleju Vikol. Potem te pary zbijałem razem, dokładając jeszcze gdzieniegdzie gwoździe, tak by powstała bryła widoczna na poniższym zdjęciu:


W celu zabezpieczenia pomalowałem oczywiście całość tradycyjnie lakierobejcą Bondex w kolorze ciemny brąz.

Powiem szczerze, że nie jest to w moim odczuciu super mocne połączenie, więc dodatkowo ścisnąłem całość opaską. Służy jako podręczny tarasowy stoliczek, można też na tym przysiąść, ale lepiej ostrożnie ;)

sobota, 6 kwietnia 2013

znalezione w szopie


 Stare radio marki Philips znalazłem w szopie babci, było w tragicznym stanie, wydawało się nawet, że nie ma czego ratować... Zdjęcia poniżej pokazują stan już po umyciu, przedtem było wszędzie pełno pajęczyn, mysich odchodów, piasku, zdechłych robaków i innych bliżej niezidentyfikowanych podobnych "atrakcji".


Obudowa jest drewniano-ebonitowa, ale właściwie cała powłoka była zdarta i popękana. Żeby wyciągnąć wnętrze, musiałem odkręcić gałki. Jedną udało się ocalić, druga była niestety zbyt zniszczona i śruba zabezpieczająca nie dawała się odkręcić, trzeba było ją więc poświęcić.Szybka osłaniająca skalę radia była pęknięta przez środek, ale na szczęście obie części były. Całe radio nie posiadało już tylnej ścianki.


W najgorszym stanie były podzespoły - zmiażdżone, zgniecione, powyrywane, nie ocalała żadna lampa. Moje działania sprowadził się tu jedynie do oczyszczenia i naprostowania,ułożenia poszczególnych elementów w oryginalnych pozycjach. Nie było najmniejszych szans, by to radio działało...



Po dokładnym oczyszczeniu i wypełnieniu ubytków w obudowie, sklejeniu pourywanych części, ręcznym wypraniu materiału osłaniającego głośnik (bez zdejmowania) i innych tego rodzaju drobnych pracach, przystąpiłem w końcu do malowania. Zgodnie z oryginalnym wyglądem część drewnianą pomalowałem w następujacy sposób: boki lakierobejcą ciemnobrązową 3 razy, a górną i dolną część - kolorem czarnym, żeby komponowało się z ebonitowym przodem.


Zdjęcie poniżej pokazuje górna część obudowy pomalowaną na kolor czarny. 


Pomalowałem także drewnianą część przednią radia (te dwa pasy po bokach), na kolor ciemny brąz.


Nawet szybkę osłaniającą skalę po prostu skleiłem, a nie wycinałem nowej, choć może byłoby ładniej.
Na skali polskie miasta noszą już niemieckie nazwy...


Tu już widać, że prace zaczynają przynosić efekty i radio zaczyna wyglądać naprawdę atrakcyjnie. Wszystkie działania trzeba było przeprowadzać ostrożnie i delikatnie, a chciałem zachować jak najwięcej z oryginalnych części i oryginalnego wyglądu, w końcu to jest stare radio i tak powinno wyglądać.


 Jak widać radio nie posiadało oryginalnego głośnika (powinien być w tym miejscu, gdzie jest jasne kółko pośrodku), już wcześniej pewnie został wymontowany. Nie ma to może większego znaczenia, bo i tak nie będzie grać, no ale fakt jest faktem.


Żeby zabezpieczyć wnętrze, no i żeby się nie kurzyło, wyciąłem tylną obudowę ze starej dykty i zamontowałem.


Tu radio po malowaniu boku na kolor ciemny brąz...


Obecnie radio pozbawione jest gałek, mam tylko jedną i szukam drugiej, podobnej.



Tu widać oryginalny znak firmowy Philips:


Radio ma ciekawą historię. Szukałem w internecie, na stronie ze wszystkimi modelami radia marki Philips, i z tego co udało mi się dowiedzieć, jest to radio wyprodukowane między 1939 - 1940. Nie ma dokładnych danych, bo był to początek wojny.